Gra giełdowa a gra na giełdzie
Gra giełdowa to program, najczęściej dostępny online, umożliwiający zainwestowanie wirtualnej gotówki w walory notowane na giełdzie – czyli „symulator” prawdziwej gry na giełdzie. Pozwala ona na poznanie zasad obrotu giełdowego, naukę inwestowania oraz sprawdzenie swoich sił na GPW bez narażania na rzeczywiste straty. W grach giełdowych notowania zazwyczaj opóźnione są o 15 minut w stosunku do notowań rzeczywistych.
Pierwszą w Polsce grą giełdową, uruchomioną jeszcze w latach ’90, była gra Onetu. Pozwala ona na otwarcie dowolnej ilości wirtualnych rachunków inwestycyjnych, na każdym dostajemy na start 40 000 PLN. Gra udostępnia tylko podstawowe funkcjonalności, czyli zakup i sprzedaż akcji z limitem i PKC – brakuje zleceń stop loss, system transakcyjny jest toporny, a transakcje odbywają się z półgodzinnym opóźnieniem. O wiele lepsza jest już gragieldowa.pl, umożliwiająca składanie zleceń stop loss/limit, a nawet krótką sprzedaż! Są to jedyne gry giełdowe jakie testowałem, jeżeli ktoś poznał bliżej jakieś inne – zapraszam do komentowania. Można też jako grę używać wirtualny portfel, dostępny np. na portalach MyStock lub Bankier.
Gry giełdowe znacznie różnią się od „prawdziwej” gry na giełdzie. Przede wszystkim, w rzeczywistości abyśmy kupili akcje, ktoś musi je nam sprzedać, i vice versa – żeby sprzedać, musimy znaleźć chętnego na ich zakup. W grach gieldowych zazwyczaj nie występują problemy z płynnością, możemy więc zakupić np. Mewę po 0,01 zł i sprzedać po 0,02 zł zyskując 100% i nie czekając w kolejce (wiele osób nabija sobie w ten sposób wirtualne rachunki) – w rzeczywistości, chętnych na sprzedaż po 0,02 jest wielu, jednak mało kto chce kupić po tej cenie. Poza tym, grając wirtualnie nie angażujemy własnej gotówki, co wyłącza czynnik psychologiczny. Nie odczuwamy prawdziwych emocji – chciwości i strachu. Nie zastanawiamy się tak bardzo nad naszymi decyzjami inwestycyjnymi. Ktokolwiek zainwestował „w realu” co najmniej kilka stówek, ten wie o czym mówię.
Jaka jest więc praktyczna użyteczność tego typu gier, poza elementem zabawy? Moim zdaniem, można dzięki nim zapoznać się z zasadami dokonywania transakcji giełdowych. Jest to jeden z etapów nauki inwestowania. Gry giełdowe mogą być więc narzędziem do nauki gry prawdziwymi pieniędzmi. O wiele lepiej jednak zainwestować w celach edukacyjnych realny 1000 zł, niż grać na wirtualnym rachunku setką tysięcy – zobaczymy wtedy, jak reaguje nasza psychika, gdy w grę wchodzi realna gotówka. Gry giełdowe mogą też służyć do testowania nowych systemów transakcyjnych bez ryzykowania gotówki – gdy system się sprawdzi, stosujemy go na prawdziwym rachunku.
Pojęcia „gra giełdowa” używa się też często w kontekście rozmaitych konkursów i zawodów giełdowych, najczęściej dla uczniów lub studentów, organizowanych co jakiś czas np. przez Parkiet lub Gazetę Wyborczą. Tutaj sytuacja wygląda inaczej, bo często do wygrania są cenne nagrody, mamy więc motywację żeby grać. Taki konkurs jednak najczęściej trwa kilka miesięcy, zatem wyniki zależą w większej mierze od szczęścia niż umiejętności. Również inwestujemy nie swoje pieniądze, co skłania nas do dużej ilości nieprzemyślanych transakcji. To z kolei jest na rękę sponsorom konkursu – głównie biurom maklerskim, których celem jest przyzwyczajenie nas w ten sposób do gry krótkoterminowej, ponieważ czerpią zyski z prowizji od każdej transakcji.
Podsumowując, uważam wirtualne gry giełdowe za stratę czasu, o ile nie wiążą się one z konkursem i możliwością wygrania czegoś ciekawego
O wiele lepiej jest moim zdaniem zainwestować te kilkaset złotych zakładając na samym początku, że je straciliśmy (oczywiście lepiej ich nie tracić). Będzie to koszt naszej nauki prawdziwego inwestowania na giełdzie, który w przyszłości być może zaprocentuje wymiernymi zyskami.
W moim portfelu zaszło ostatnio sporo zmian. Spekulacja na Ergisie zakończyła się zyskiem +15,5% / +139 zł. Na Lotosie wyleciałem na stop loss (-8% / -70 zł), podobnie na certyfikatach na WIG20 (+2% / +15 zł). Czysto spekulacyjnie kupiłem Instal Kraków licząc na kontynuację wybicia, która nie nastąpiła – transakcja zakończona mikrozyskiem +0,5% / +6 zł. Ogólnie styczeń kończy się zyskiem netto +87,12 zł.
Do portfela dorzuciłem kolejne 130 zł na konto w Eurobanku i 50 zł na zakup DWS BRIC. Jeśli chodzi o akcje, obecnie posiadam tylko Boryszew kupiony po 1,52, który ma dość niski C/WK. Kupiłem licząc na kontynuację trendu wzrostowego, jednak szeroki rynek podąża w dół więc obecnie nie jest ona taka pewna. Nad poziomem straty czuwa stop limit.
Brak podobnych wpisów.



Boryszew traktuj spekulacyjnie, a te wskaźniki są jakby tu powiedziec nie do końca takie jak się wydają na pierwszy rzut oka- fundusze omijają karkosikowe akcje nie bez przyczyny …
Jak na razie akcje rosną. Jak myślisz, czy planowana emisja z prawem poboru po 0,10 zł wpłynie na kurs Borka? Nie znam się za bardzo, ale obawiam się że zwiększona podaż akcji po niskiej cenie zbije kurs.
Dla mnie nr 1 na chwile obecna jest http://www.invest24.pl