Płać sobie najpierw – jak to działa u mnie?
Chciałbym dziś napisać kilka słów o oszczędzaniu. Nie będzie to jednak post o tym, na czym lub w jaki sposób możemy zaoszczędzić (mnóstwo porad na ten temat znajdziesz na blogu Pawła), ale o nieco innym znaczeniu tego słowa – o zasadzie „zapłać sobie najpierw”. Wiem, wiem, na ten temat istnieje w sieci mnóstwo poradników, powiem więc tylko w skrócie o co chodzi.
Wiele osób uważa, że nie stać ich na regularne odkładanie pieniędzy, ponieważ mają niskie dochody, wysokie wydatki itp… (jasne – gdy potrzebujemy pieniędzy lepiej zaciągnąć kredyt lub pożyczkę i oddać sporo więcej w postaci odsetek – ale to już inna bajka). Dzieje się tak, ponieważ wydatki dążą do zrównania się dochodom, i na koniec miesiąca zazwyczaj wychodzimy na zero, nie mamy więc czego oszczędzać.
Spróbujmy więc potraktować nasze oszczędności jako jedną z opłat stałych (jak czynsz, abonament, rachunki), którą regulujemy od razu po otrzymaniu wynagrodzenia. Ustalmy sobie pewien odsetek dochodów, jaki zamierzamy oszczędzać (np. 10%), przelejmy tę sumę na osobne konto i spróbujmy żyć do następnej wypłaty tak, jakby nasze dochody były o nią niższe. Najlepiej w tym celu złożyć zlecenie stałe w swoim banku, które kilka dni po wypłacie przeleje określoną kwotę na osobny rachunek (najlepiej oprocentowany).
Jak to wygląda u mnie? Osobiście nie korzystam ze zleceń stałych, ponieważ moje wynagrodzenie jest zmienne. Do zarządzania własnym budżetem używam wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, ponieważ łatwo mogę go modyfikować oraz dostosować do indywidualnych potrzeb. W jednej kolumnie sumuję swoje dochody ze wszystkich źródeł w najbliższym miesiącu. W kolumnie obok liczę ile wyniosą wydatki w danym miesiącu, przy czym jako „wydatki” – poza czynszem, opłatami i abonamentem za Internet – widnieją trzy fundusze, które dla potrzeb domowego budżetu nazwałem: inwestycyjny, awaryjny i celowy. Skład mojego funduszu inwestycyjnego prezentuję na tym blogu (na dole strony), fundusz awaryjny przeznaczony jest na pokrycie niespodziewanych wydatków w razie utraty źródła stałych dochodów, natomiast w funduszu celowym odkładam pieniądze na pewien z góry zaplanowany wydatek. Każdy z tych funduszy ma swój rachunek oszczędnościowy w Eurobanku, i na każdy z nich przelewam po 10% swoich dochodów (w sumie więc odkładam 30%) natychmiast po otrzymaniu wypłaty. Fizycznie nie widzę tych pieniędzy, w praktyce więc nie czuję ich ubytku – traktuję to tak, jakbym ich nigdy nie miał. Miło jednak patrzeć, jak wartość moich oszczędności rośnie z miesiąca na miesiąc
Wiele osób powie „ale mnie nie stać, ledwo wiążę koniec z końcem, jak mam odkładać 30% dochodów” – więc zacznij od 10 albo nawet 5%, niech to będzie na początek chociaż 50 zł miesięcznie. Myślę, że nie poczujesz znaczącej różnicy w standardzie życia.
Dla tych, którzy myślą, że inwestowanie daje dużo lepsze efekty – być może, ale najpierw trzeba mieć co zainwestować. Poza tym, załóżmy że zarabiasz średnią krajową i odkładasz 10% dochodów, czyli ok. 300 zł miesięcznie, co daje 3600 zł rocznie. Dziś najlepsze lokaty dają około 6%, więc aby zarobić w bezpieczny sposób równowartość swoich oszczędności, musiałbyś mieć 60000 zł na lokacie. Przy małych sumach oszczędzanie daje więc dużo lepsze efekty niż inwestowanie. Być może masz tyle, być może nawet zarabiasz więcej, jednak można bez większego wysiłku zwiększyć stan portfela o te kilka tysięcy rocznie, prawda?
Dodatkowo oszczędzanie ma kolejną zaletę – nie wydajemy pieniędzy na bezmyślną konsumpcję. Nie kupujemy zbędnych przedmiotów, które po jakimś czasie nam się nudzą i zagracają nam mieszkanie, tracąc na wartości.
Zapraszam do udziału w ankiecie (znajdziecie ją w prawym górnym rogu). Pytanie brzmi „Czy regularnie odkładasz część swoich dochodów?” Dla tych, którzy wybiorą opcję „Nie”, polecam spróbować zacząć od teraz – to naprawdę działa!
Podobne wpisy:



Teoretycznie masz rację. Jednak niektórzy zanim zaczęli interesować się przepływem gotówki i maklerstwem, popełnili największy błąd w swoim życiu – kupili samochód na raty (ja tak niestety zrobiłem). W związku z tym jeżeli 60% swoich dochodów przeznaczasz na raty i jeszcze trochę na benzynę to trudno jest oszczędzać bo jakoś trzeba żyć… Na całe szczęście tu z pomocą przychodzi nam internet i możliwość dorobienia, dzięki czemu szybciej spłacimy kredyt i będziemy mogli zacząć oszczędzać…
Samochód to jedna z rzeczy, na które moim zdaniem nie warto brać kredytu – najszybciej traci na wartości, i jak wspomniałeś dochodzą jeszcze koszty eksploatacji. Jednak gdy już spłacisz kredyt, masz dodatkowe „pole manewru” do odkładania sporej części dochodu.