Wyleszczony na PKO i zarobiony na PZU
Tytuł nieco prowokacyjny. Opisywałem ostatnio swój plan spekulacji na PKO. Kilka dni po zakupie kurs wzrósł o ok. 6% powyżej ceny zakupu a ja, zamiast zrealizować zysk postanowiłem, że poczekam jeszcze aż urośnie, jednak stało się coś niespodziewanego.
Myślę, że wszyscy pamiętają, co się stało w ubiegły piątek – przez rzekomy błąd maklera, który wcisnął zły klawisz podczas sprzedaży akcji, indeks S&P500 poszybował w dół. Komputery dokończyły dzieła zniszczenia, zadziałały stop lossy i mieliśmy masową wyprzedaż, również na naszym rynku. Taka zmienność była nie do przewidzenia. Akcje PKO BP spadły do 38,5 zł, a ja wyleciałem na stop lossie (-56 zł / 4%). Zły na samego siebie, patrzyłem w poniedziałek jak kurs zwyżkuje ponad 7%.
Z drugiej strony, w środę mieliśmy całkiem udany debiut PZU. Zgodnie z tym, co pisałem, nie sprzedałem akcji od razu w dniu debiutu – zrobiłem to dopiero w piątek po kursie 356,70 zł, co dało mi 214,22 zł (14%) zysku. Cena od środy nie przekroczyła 360 zł i malejące z dnia na dzień obroty nie wskazywały że przekroczy. Dlatego też nie żałuję, że sprzedałem tak nisko, bo zysk był naprawdę przyzwoity – być może będę żałować, jeśli jutro kurs wystrzeli po włączeniu PZU do indeksu WIG20.
Niedawno minął rok odkąd zacząłem pisać tego bloga (pierwszy post ukazał się dokładnie 3 maja 2009). Od tamtej pory powstało 40 wpisów oraz 64 komentarze (w tym część moich), za które serdecznie wszystkim dziękuję. Chciałbym podziękować też kolegom blogerom linkującym do mnie, od których pochodzi 27% ruchu na stronie. (btw, 27 kwietnia padł rekord – stronę odwiedzono 163 razy, głównie dzięki wpisowi na temat IPO PZU).
Z perspektywy roku zauważyłem, że prowadzenie bloga ma wiele zalet. Przede wszystkim rozwija – przez ten rok moja wiedza na temat rynków kapitałowych znacznie wzrosła. Doskonalę też swój styl pisania, co może mi się przydać w przyszłości. Prowadząc bloga, zyskuję również dodatkową motywację do nauki inwestowania. Jeśli chodzi o moje inwestycje giełdowe, to od początku roku wyszedłem prawie na zero (między innymi dzięki zyskowi na PZU). Cały czas jednak zdobywam doświadczenie i uczę się na własnych błędach, a wartość portfela wciąż rośnie, choć głównie dzięki moim wpłatom. Pisząc bloga, czuję się również częścią społeczności blogerów, z którymi mogę wymieniać poglądy, uzyskiwać porady i opinie – taka symbioza.
Na koniec chciałbym zaprosić wszystkich do udziału w ankiecie widocznej w górnej części panelu po prawej. Pytanie brzmi: „Czy przeczytałeś prospekt emisyjny PZU przed zapisaniem się na akcje?” Tradycyjnie zachęcam także wszystkich do subskrypcji bloga poprzez dodanie kanału RSS do swojego czytnika.
Podobne wpisy:
- Ciekawe spółki: Hydrobudowa, Hutmen
- Kupuję akcje
- Stop loss czy stop limit?
- Podsumowanie roku 2010
- Jak grać na spadki małym kapitałem? Jednostki indeksowe miniWIG20


